Please download to get full document.

View again

of 140
All materials on our website are shared by users. If you have any questions about copyright issues, please report us to resolve them. We are always happy to assist you.

WHERMAN I DOROTA PRZEŁOŻYŁ

Category:

Research

Publish on:

Views: 125 | Pages: 140

Extension: PDF | Download: 0

Share
Related documents
Description
BiBLJOTEKA. NARODOm Nr. 51 Serja II J- w. GOETHE ' i WHERMAN I DOROTA PRZEŁOŻYŁ LUDWIK JENIKE OPl?ACOWAŁ ZYGMUNT ZAGÓROWSKI K IL A K O W S K A.S P Ó ł ka*w ~itda; Nr. 51 3IBLJOTEKA NARODOWA Serja
Transcript
BiBLJOTEKA. NARODOm Nr. 51 Serja II J- w. GOETHE ' i WHERMAN I DOROTA PRZEŁOŻYŁ LUDWIK JENIKE OPl?ACOWAŁ ZYGMUNT ZAGÓROWSKI K IL A K O W S K A.S P Ó ł ka*w ~itda; 1 4 Nr. 51 3IBLJOTEKA NARODOWA Serja II JAN WOLFGANG GOETHE HERMAN I DOROTA PRZEŁOŻYŁ LU D W IK JEN1KE OPRACOWAŁ Dr ZYG M UNT ZAGÓROWSKI INSTYTUT BADAŃ LITERACKICH B I B L I O T E K A ' 0#-33t Warszawa, ul. Nowy Tol, _ KRAKÓW NAKŁADEM KRAKOWSKIEJ SPÓŁKI W YDAW NICZEJ Z 3. / & Odbito w drukami»czasu«w Krakowie 1928 WSTĘP i PO W S T A N IE I U K AZANIE S IĘ»HERM ANA I D O RO TY«Podróż do W łoch. S kąpany w św iecie k lasycznego piękna, w raca G oethe z W łoch 18 czerw ca 1788 r. W e W łoszech uśw iadom ił sobie cel swego życia, zrozum iał, że jeg o pow ołaniem nie jest działalność państw ow a lub m alarstw o, lecz poezja. Poeta, który w o statnich lalach pobytu w W eim arze zaczął odryw ać się od życia i tracić z niem kontakt, ożył na now o pod tchnieniem piękna klasycznego i znów zadzierzgnął ścisły zw iązek z w szystkiem i objaw am i życia duchow ego i fizycznego. W e W łoszech dokonał się w nim pow rót od przeducho w icnia z okresu w eim arskiego do pełnego barw i życia realizm u z okresu młodości. T en pow rót jednakże nie był cofaniem się w stecz, gdyż styl G oethego z tego okresu staje się pew niejszym, silniejszym i jaśn iejszy m ; je d n e m słowem, pod w pływ em sztuki klasycznej poeta dochodzi do pełnego zrozum ienia piękna harm onji. W e W ło szech zrozum iał, na czem polega piękno najw yższych kreacyj artystycznych. O drzuca odtąd w szystko, co przypadkow e i dow olne, uw iecznia istotę rzeczy w tein, co istotne i uchw ytne. O d tąd tw orzy typy, i w ten sposób z objęć n atu ralizm u w znosi się w dziedzinę klasy cyzm u now oczesnego. W spaniałą plastykę postaci Herm ana i Doroty zaw dzięczam y w łaśnie tem u duchow em u przetw orzeniu I* IV się Goethego we W łoszech. Jak b y z m arm uru kute, w yraziste, typow e, a przecież z całym artyzm em od tw orzone, żyjące życiem indyw idualnem postaci tego u tw o ru zaw dzięczają pobytow i poety we W łoszech swą żyw ość i koloryt. K lasyczny św iat sztuki plastycznej zbliżył też poetę do tw órczości literackiej Greków. H om er, którego od m łodości kochał, stał się dlań teraz nauczycielem techniki poetyckiej. Nie utonął jed n ak poeta w zimnym św iecie klasycznym, ow szem w rócił znów do ciasnego koła w łasnego narodu, do skrom nych stosunków św iatka m ałom iasteczkow ego. Nie znużenie lub w y czerp a nie skierow ały go je d n a k w tę stronę, lecz silne u czu cie i przekonanie, że praw dziw ą istotę człow ieka, jego w ew nętrzną w arto ść i istotę m ożna znaleźć naw et w najbliższem otoczeniu, tuż obok siebie, w p rz eja w ach codziennego życia. P oeta zw rócił się do pierw iastków życia naro d o wego i odebrał za to zasłużoną nagrodę. W żadnym bow iem u tw o rze G oethego nie w ypow iedział się zw y czaj i duch niem iecki ta k głęboko i jasn o, ja k w Herm anie i D oroci. Nie był to przypadek, ow szem św iadom y zam ysł poety, a św iadectw em tego w stępna elegja, w której zapow iada, że zam ierza w prow adzić czytelnika w dom niem iecki. Przyjaźń z Schillerem. W krótce po pow rocie z podróży w łoskiej p rzy p ad a p oczątek pam iętnej przy jaźni G oethego z Schillerem. T en zw iązek dw óch genjalnych pisarzy, zw iązek realizm u z idealizm em, jest zupełnie w yjątkow em zjaw iskiem w dziejach kultury i literatury. Po długich latach w ędrów ek i błądzeń odnaleźli się ci dw aj genjusze, aby już nigdy się nie rozstać. R óżnorodność ich uzdolnień arty sty czn y ch i psychicznych, która ich przedtem od siebie odpychała, tein silniej i głębiej zw iązała ich teraz ze sobą. Zgodne w spółżycie literack ie i w ym iana myśli na tem aty n a j istotniej obydw óch in teresu jące cechow ały tę w y ją t kow ą przyjaźń literack ą. P rzyjaźń ta stw orzyła atm o sferę najw yższej tw órczości literackiej. O kres od roku 1794 to dziesięciolecie najow ocniejszej działalności, okres w ym iany m yśli, n iekrępow anej osobistem i w zględam i, pełnej w zajem nego popierania się i w spólnej pracy, dążącej do w yjaśn ienia i rozw inięcia idei, kiełkujących w sercach i um ysłach w ielkich poetów. D ruga w iosna m łodości nastała dla nich. Z arów no G oethe ja k Schiller piszą teraz utw ory, które zostaną kam ieniam i w ęgielnem i lite ra tu ry niem ieckiej. U Goethego ow ocem tej przyjaźni są ballady, Kenie, Herman i Dorota. Schiller b rał żywy udział w całej pracy nad tym u tw o rem, to też dzieło to je s t pom nikiem i ow o cem p rzym ierza dw ó ch genjuszów poezji niem ieckiej. Zwrot ku poezji epicznej. W tym leż czasie, a w łaściw ie nieco w cześniej, bo jeszcze w r. 1793, zw rócił się poeta do poezji epicznej. Podczas w ypraw y do Szam panji zajął się starym poem atem niem ieckim p. t. R ein eke-l is. O pracow ując to epos zw ierzęce, poeta przyoblókł je w heksam etry, a praca ta (lała m u p ożądaną sposobność zyskania biegłości we w ładaniu tą form ą. Zw róciw szy się w stronę poezji epicznej i zain teresow aw szy się form ą h ek sam elru, z najw yższem zajęciem zapoznał się G oethe z pom nikow ą p ra c ą F ry d eryka A ugusta W olfa, k tó ry w r rzucił w Prolegomena ad H om erum now e św iatło na istotę poezji H om erow ej. P o eta początkow o był zapalonym w ielbicielem leorji W olfa, głoszącej, że nie jeden genjalny poela stw orzył Iljadą i Odysseę, lecz że są one ow o cem tw órczości szeregu rapsodów - hom erydów. Z a p rag n ął i on być» hom erydą», chociażby ostatnim. Jeszcze je d en im puls, jeszcze jed n o zdarzenie literackie skierow ało G oethego w stronę sielanki epicznej. O to w łaśnie teraz w ydaje Voss zebrane w całość k siążkow ą pieśni L uizy. B óttiger i Schiller, stojący naj VI bliżej G oelhego w okresie tw orzenia Herm ana, tw ie r d z ą, że p o eta ju ż w r zaznajom ił się z tem a tem, któ ry stał się p rzed m io tem jego tw órczości epickiej. Ja k ziarno w ziem ię rzucone, tkw ił len tem at w duszy poety, dopóki nie w yrósł w spaniałym k w iatem jego tw órczo ści poetyckiej. P ierw otnie zam ierzał poeta u b rać H ermana w form ę dram aty czn ą. Miała to być sielanka dram atyczna w rodzaju sztuki Jery i Bately. W tym czasie jed n ak uw aga G oethego zw rócona była w kierunku poezji epicznej, a ja k o ow oc tej p racy pow stała w m aju 1796 r. elegja Alexis i Dora. T em at ow ej idylli, m ó w iący o nagłem pow staniu miłości dw ojga m łodych ludzi, którzy uśw iadom ili sobie sw ą przynależność d u chow ą dopiero w chwili, gdy m iała ich spotkać długa rozłąka z pow odu podróży Aleksego, niew ątpliw ie przyw iódł poecie na m yśl m otyw o nagłej m iłości dw ojga dotąd sobie nieznanych ludzi, k tórych los do siebie przybliża, by ich skuć ze sobą na zaw sze, na dobre i złe chw ile. Czas powstania utworu. Już w p o czątk ach lipca 1796 r. rzucił G oethe pierw sze podw aliny pod now y utw ór. P raca nad tym poem atem szła, w brew zw yczajom poety, n ader raźno. Pierw otnie zam ierzał stw orzyć odpow iednik do idylli A lexis i Dora dla A l m anachu Muz na rok W m iarę postępu pracy tem at się je d n a k ro zrastał i coraz bardziej poryw ał poetę. Gdy w sierpniu 1796 r. ukończył W ilhelm a Meistra, oddał się z całą pełnią zadow olenia tw órczego H erm anow i i Dorocie. Sprzyjał zaś tej pracy pobyt w Jenie i przyjaźń z Schillerem. W ciągu 9 dni (od 6 14 w rześnia) pow stały 4 pieśni, odpow iadające obecnym pięciu, gdyż trzecia b y ła złączona z dru g ą i sta now iła z nią całość. D uch poezji porw ał poelę w sw oje ram iona, ja k później M ickiew icza podczas pisania Pana Tadeusza. I ja k M ickiewicz później, ta k Goethe obecnie odczytuje w ieczoram i w kole przyjaciół, zgrupow anych obok Schillera, ustępy w ciągu dnia napisane, i czerpie VII od nich now e im pulsy. Nie przeszkadza m u leż krótka podróż z księciem, podjęła w ostatnich dniach grudnia 1796 r., podczas której tw orzy sch em at całości. Nato m iast nie sprzyja tw órczości pobyt w Iłhnenau, ch o ciaż o tacza go środow isko m ałego m iasteczka, gdzie m ógł spotk ać tę w łaśnie atm o sferę, k tó rą tak m i strzow sko w H erm anie odm alow ał. P oem at, obliczony pierw olnie n a sześć pieśni, rozrasta się, z tego też pow odu przeciąga się ostateczne w ykończenie utw oru. Dwie ostatnie pieśni, które m iały opow iadać o zalotach do D oroly i o w prow adzeniu jej w dom ojcow ski, zaw ierały pierw olnie około 600 w ierszy. Reszta, a więc około 530 w ierszy (od V 79 do VII 1), gdzie pleban z aptekarzem są po raz drugi św iadkam i w ędrów ki w ygnańców (odm alow anej ju ż zresztą w pieśni pierw szej), po w stała dopiero te raz i w cielona została do całości dodatkow o. P raca nad Herm anem i Dorotą trw a z m ałem i przerw am i aż do 13 czerw ca 1797 r., kiedy to p o eta odsyła w y daw cy o sta tn ią część rękopisu. Ukazanie się i przyjęcie utworu. W p o czątk ach października 1797 r., a w ięc w rok po rozpoczęciu pracy, ukazał się poem at, w łaśnie jak b y na uśw ietnienie pokoju w Cam po Form io (17 października). N akładca Vieweg ofiarow ał za praw o w łasności poem atu bardzo w ysokie na ow e czasy honorarjum, w kw ocie 1000 talarów w zlocie. Pierw sze w ydanie ukazało się jak o Taschenbuch, rów nocześnie w kilku w ydaniach, z których dw a były w spaniale opraw ne i ozdobione m iedzioiylam i. N astępne w ydania, w r. 1799, 1803, 1805, 1806, 1807, ukazyw ały się bez udziału poety; p rzejrzał on dopiero w ydanie z r. 1808, um ieszczone w X tom ie jego Pism, nie w prow adzając jednak zm ian istotnych. Jakkolw iek najbliższy krąg przyjaciół i w ielbicieli G oethego doskonale oceniał w7a rto ść i doniosłość p o e m atu, to przecież nie brak ło po ogłoszeniu u tw oru VIII m ałostkow ych sądów ujem nych. Voss, który zagrzał poetę sw oją Luizą do tw órczości epicznej, widział piękności szczegółów w tym utw orze, nie docenił je d n ak ani piękności form alnych (heksam etry), ani też uroku całości. Von H ennings, antagonista Goethego, w sw oim utw orze Genjusz Czasu ocenił dzieło ujem nie. T akże K lopstock odnosił się do Hermana, ja k i do całej tw ó rczo ści G oethego, niechętnie. Pierw szym d ru kow anym sądem o Hermanie był sąd E dw ina K ocha, któ ry w sw em K om pendjum hisiorji literatury niemieckiej nazw ał H erm ana naśladow nictw em nieporów nanej Luizy. Niedługo trzeb a było je d n a k czekać na pow ażną ocenę; dał jej w yraz przedew szystkiem A. W. Schlegel, w artykule zam ieszczonym n astępni! w Charakterystykach i krytykach. W m aju 1798 r. zapoznał się G oethe za pośrednictw em Schillera z obszerną pracą W ilhelm a H um boldta, którego rozw ażania estetyczne głęboko w niknęły w istotę sztuki i tw órczości. P ro bierz czasu w ykazał w ie lk ą, nieprzem ijającą w artość poem atu, k tó ry pozostał perłą literatu ry św iatow ej i w n ajcięższych dla n aro d u niem ieckiego chw ilach krzepił go i k arm ił zdrow ym optym izm em. W krótce ukazały się także tłum aczenia Herm ana na obce języki. W r przełożył go B itaube na język francuski, w r ukazały się Traductions interlineaires de six langues, AUemande, Suedoise, Anglaise etc... de H erm ann et Dorothee de Goethe, et autres. Rychło pojaw iły się przekłady na inne języki cyw ilizow ane, także i na m artw e języki klasyczne (w r na łacińsk i przez B. G. F isch era, w r przez J ó zefa h r. B erlichingen, w r tłum aczenie p ierw szej pieśni n a języ k grecki przez A. W. W inklera). T akże sztuki plastyczne b ard zo często szukały natchnienia w tem dziele. W icie rysunków na jego m otyw ach osnutych przedstaw ia dużą w artość. N a tom iast przeróbka sceniczna T ópfera nie zrobiła w rażenia. II W P Ł Y W Y LITE R A C K IE Sielanka w Europie i w Niemczech. U progu now szej poezji stoi sielanka, rep re zen to w an a w p ierw szej linji przez pow ieści pasterskie, które w XVI i XVII w ieku zalały Z achód E uropy. Ł atw o tę popularność sielanki w yjaśnić. W średniow ieczu, po u p a d k u w ielkiej poezji ludow ej i dw orskiej, zw rócono się głównie w kierunku rozw oju w iedzy, zaniedbując poezję. Serce i uczucie nie m ogło przyjść do sw ych praw, rozum panow ał. A przecież tru d n o było stłum ić zupełnie p ra w a u czu cia do w ypow iedzenia się. Szukano w ięc w y biegu, którym stała się w łaśnie sielanka. Pozw alała ona przem ów ić uczuciu, przyczem poeta nie potrzebow ał się utożsam iać z osobam i w poezji przedstaw ianem i. S kutkiem tego u cieczk a poezji w k rain ę sielanki była lak pow szechna, że w krótce w pojęciu ogółu utożsam iała się p oezja z idyllą bukoliczną. Siela n k a ta oczyw iście posługiw ała się albo tłem sta ro żytnym, w któ ry m bożek P an był uosobieniem idyllicznego św iata klasycznego, lub też za teren akcji obierała św iat biblijny, gdyż król D aniel, pieśniarz biblijny, w zrósł i w ychow ał się też w śród pasteizy. Sielanka ta była oczyw iście sentym entalną, gdyż jej zasadniczą cechę stanow iła tęsk n o ta za idealnem i stosunkam i, od k tó ry ch rzeczyw istość by ła tak niesłychanie daleka. W N iem czech najw ybitniejszy m objaw em tego ro dzaju tw órczości była O pitza Hercynja (1630 r.). Dzieło to doznało życzliw ego p rzyjęcia, gdyż ucieczka w nierzeczyw istą sferę poezji stanow iła pożądaną rozryw kę i o derw anie um ysłów od klęsk i nieszczęść w ojennych. X W w ieku XVIII, w epoce poezji Lessinga, K lopstocka i H erdera, inne pierw iastki zapanow ały w krainie poezji, a jed n ak pierw iastki sielankow e nie zniknęły i stały się częściam i składow em i m ałych utw orów d ram aty cznych, liryki, oper i epopei biblijnych, oraz utw orów opisow ych, m alu jący ch naturę. W reszcie w ystępuje na w idow nię poezji Salom on Gessner. Jak głęboko zawrsze sielanka tkw iła w świećie starożytnym, św iadczy to w łaśnie, że Gessner, Szw ajcar z rodu, nie uznał swej ojczyzny i ludu sw ego kraju za n ad ający ch się do p rzedstaw ienia w poezji i znow u um knął w ułudny wiek poezji arkadyjskiej. Sielanki G essnera (1756 r.), b io rące za przedm iot tylko u czu cia subtelne i czułe, w zbudziły niesłychany podziw. Z a letą ich w ielką i siłą, k ló rą ku nim pociągała, było to, że nigdy jeszcze ani n atu ra ani ludzie nie zostali w literaturze tak w yidealizow ani. Ludzie G essnera nic byli jed n ak postaciam i realnem i; były to tylko personifikacje pew nych odczuć. Mimo sw ych zalet sielanki G essnera w istocie rzeczy były tylko cackam i porcelanow em i. D ziw nym trafem n aw et poeci okresu»burzy i n a po ru.«(słurm und D rang), którzy za przedm iot swrej tw órczości brali życie rzeczyw iste, nie pozbyli się p ew nej sielankow ej senlym entalności. W Ossjanie ukochali p rzedew szy stkiem jego m elancholję. Idylla nie w y m arła, nab rała tylko w yraźniejszych rysów, np. 11 w y bitnego przedstaw iciela tej epoki, F ry d ery k a M ullera. W idylli członków t. zw.» Z w iązku gajow ego«w Getyndze znajdujem y now e m otyw y. Z aczęło się, za przykładem K lopstocka, zw racać ku ideałom greckiej liarm onji, a rów m ocześnie p od w pływ em rew olucji fran cuskiej in tereso w ać się losem i dolą ludu. Jed n ak dopiero u V ossa zjaw iają się żywri ludzie, w zięci z p ośród rzeczyw istego, w spółczesnego społeczeństw a. Ju ż nie fan tasty cz n y idealizm, lecz rzeczy wiści ludzie, realne zd arzen ia, istotne charaktery za XI ludniają św iat poezji Vossa, znakom itego tłum acza arcydzieł H om erow ych. Vossa Luiza w zrosła leż islolnie, i w form ie i w treści, na podkładzie poezji sielankow ej. T a cała trad y cja poezji sielankow ej ciężyła na G oethem, któ ry już od w czesnej m łodości objaw iał w rażliw ość n a elem enta sielankow e. D ow odem tego chociażby odczucie sielanki na łonie rodziny pastora Brion w Sesenheim. W Werterze nie brak też scen idyllicznych. D opiero po podróży do W łoch, odw róciw szy się od realizm u i znalazłszy swój ideał klasyczny, w szedł poeta na tę drogę pojm ow ania rzeczyw istości, której ow ocem m iał się stać H erm an i Dorota. Temat. Skąd zaczeip n ął poeta tem atu do tego u tw o ru? Na pytanie to odpow iedziano definityw nie, w skazując ogłoszone w Nrze 138 pism a Morgenblatt z roku 1809 opow iadanie o lu teranach, w ygnanych w końcu roku 1731 z terytorjum arcybiskupstw a w Solnogrodzie. O pierało się ono na broszurze z r. f 732, k tó ra przedstaw ia przyjęcie w ygnańców solnogrodzkich w m ieście Gera. Z b ro szu rk i przeszło opow iadanie z m ałem i zm ianam i do innych publikacyj o w ypędzeniu luteran z Solnogrodu. Z tego też źródła ogłosił ją G. Goecking w książce p. t. C ałkow ita historja em igracji luteran, w ypędzonych z arcubiskupstwa w Solnoarodzie (F rank fuit i Lipsk 1734). Ma ona tu tytuł: D ow ód Boskiej Opatrzności. Z a poznanie się z te k ste m da pogląd n a treść, oraz m ożność stw ierdzenia stopnia artyzm u poety, który pozwolił m u zw ykłą an eg dotę przetw o rzy ć w arcydzieło: Opatrzność Boską można było dostrzec na dziew czynie z Solnogrodu, która z powodu różnicy religji opuściła ojca i matkę i w czasie podróży dziwnym sposobem wyszła zamąż. Dziewczyna ta wyemigrowała z innymi współobywatelam i, nie zdając sobie sprawy, jaki ją los spotka i dokąd się uda. Gdy przechodzili przez okolicę XII miasta Oetting, spotkał ją syn bogatego obywatela z Altmuhl i zapytał, jak jej się ta okolica podoba. Ona odpow iedziała:»bardzo, panie«. Na dalsze jego pytanie, czy nie chciałaby przyjąć służby u jego ojca, odpowiedziała:»bardzo chętnie, byłabym wierną i pilną, gd}'by mnie zechciał przyjąć do służby«. Opowiedziała mu też o wszystkiem, ęo umie robić. Umie w ięc bydło karmić, krowy doić, pole uprawiać, siano grabić i spełniać inne gospodarskie czynności. Ojciec owego młodzieńca często go zachęcał, aby się żenił, na co on przecież nie mógł się zdecydować. Gdy jednak wspomniani emigranci tamtędy przechodzili, zobaczył młodzieniec ową dziewczynę, ldóra mu się bardzo spodobała. Udał się w ięc do swego ojca, przypomniał mu, jak często w zyw ał go do ożenku, i oświadczył, że już sobie narzeczoną w ybrał; prosił też, by mu ojciec zezw olił na połączenie się z nią. Ojciec spytał, kim jest ta dziewczyna. On odrzekł, że jest to emigrantka z Solnogrodu, która mu się bardzo spodobała. Jeżeli mu ojciec nie pozwoli ożenić się z nią, to w ogóle nigdy się nie ożeni. Ojciec wraz z przyjaciółm i i zaproszonym kapłanem daremno trudzili się, by to wybić z głowy. W reszcie ojciec zgodził się, a syn przedstawił ojcu swą wybraną. Dziewczyna jednak wiedziała tylko tyle, że ma być służącą, i w tem przekonaniu poszła z młodym człow iekiem do domu jego ojca. Ojciec zaś sądził, że syn wyznał jej już swą miłość, i dlatego spytał wprost, czy jej się jego syn podoba i czy go chce pojąć za męża. Ponieważ zaś ona nie wiedziała o niczem, była przekonana, że jest przedmiotem żartów. Odezwała się w ięc w ten sposób:»nie należy ze mnie drwić; zgodzono mnie na służącą i dlatego też przyszłam za synem. Jeżeli w ięc ojciec zechce mnie przyjąć, to pragnę z całą pilnością i wiernością służyć i zarobić na chleb, nie pozwolę jednak żartować z siebie«. Ojciec oświadczył jednak, że mówi serjo, a syn wyznał dopiero teraz prawdziwą przyczynę, dla której wprowadził ją w dom sw ego ojca, a więc, że serdecznie pragnie ją poślubić. Dziewczyna spojrzała na niego głęboko, chwilę milczała, i w reszcie odpowiedziała, że jeżeli jest to prawdą, iż on chce ją pojąć za żonę, godzi się chętnie i będzie o niego dbała jak o oko w głowie. Syn w ręczył jej wtedy pierścionek zaręczynow y, ona zaś sięgnęła w zanadrze, dobyła sakiewkę, w której było dwieście dukatów, i usiłowała mu je w ręczyć jako posag. W ten sposób odbyły się zaręczyny. Czyż w ięc nie należy w obec tych okoliczności z pełnym podziwem zawołać:»panie, jakże niepojęte są Twoje wyroki i niezbadane drogi!« Stosunek poety do tematu. P oeta w yzyskał opow iadanie o em igrantach solnogrodzkich bardzo w iernie. Podziw iać jed n ak należy artyzm, z jakim przek uł suchą anegdotę w arcydzieło epiczne. Zasadniczą, a bardzo w ażną zm ianę w prow adził Goethe w szkielet akcji przez usunięcie pierw iastka w yznaniow ego. W ygnańców z Solnogrodu, u ciekający ch przed p rześladow aniam i religijnem i, zastąpił em i grantam i, uchodzącym i przed dzikością i gw ałtow nością w oj
Similar documents
Search Related
We Need Your Support
Thank you for visiting our website and your interest in our free products and services. We are nonprofit website to share and download documents. To the running of this website, we need your help to support us.

Thanks to everyone for your continued support.

No, Thanks